Felieton

Polski dubbing, czyli raper, fighterka i aktor w grze

polski dubbing Nergal Stramowski OSTR

Dubbing to jedna z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w branży gier. Nad Wisłą od lat wzbudza on wiele emocji, ma swoich przeciwników jak i zwolenników. Dziś nastał ten moment, w którym zabieramy głos w sprawie dubbingowania popularnych tytułów.

Wiecie doskonale, że część naszej redakcji (zwłaszcza piszący te słowa)  za polski dubbing dałaby się wręcz pokroić. Doceniamy wspaniałych reżyserów, realizatorów, profesjonalnie działające studia zajmujące się udźwiękowieniem oraz aktorów. Uwielbiamy tych, którzy swoim głosem tworzą niezapomniane postaci. Oczywiście pamiętamy, że rodzimy dubbing gier miał kilka niechlubnych pozycji, ale z drugiej strony wiele z nich po latach stanowi interesującą ciekawostkę. Dlaczego więc akurat teraz zabieramy głos (jak to patetycznie brzmi…) w tej sprawie?

Zaczęło się od Snipera

Szczerze mówiąc, tekst o podkładaniu głosu do gier chodził za mną już od chwili premiery ostatniego Snipera. W główną rolę wcielił się tam Piotr Stramowski, znany przede wszystkim jako Majami z ostatnich filmów z serii Pitbull Patryka Vegi. Domyślam się, że wydawcy chodziło o to, by pozyskać znaną twarz i przykuć uwagę niedzielnych graczy. Bo umówmy się, kto ma zagrać w jakiś tytuł, to sięgnie po niego niezależnie od dubbingu czy innych zabiegów promocyjnych.

Jakościowo sam Stramowski nie wypadł najgorzej. Choć właściwie ciężko go w ogóle ocenić, bo dialogi były mocno przerysowane. Dużo przesadnych wulgaryzmów w ogóle nie pasujących do klimatu skradania się itd. Dodatkowo rozmowy między bohaterami były po prostu drętwe, a komentarze protagonisty… Były, niestety. Wszystko charakteryzuje mocno odczuwalna sztuczność, dlatego znany aktor nie bardzo miał jak zaistnieć w ostatnim tytule CI Games. Może jakby dialogi były lepiej napisane…

Był to jednak dobry przykład, jak wydawcy próbują zainteresować produktem nową grupę odbiorców. Mówiąc wprost, dubbing stał się w Polsce (jak i w wielu krajach) sposobem na dobrą reklamę i metodą na przykucie uwagi niedzielnych graczy. Gry nie są tutaj wyjątkiem, bo od dawna taką metodę stosuje się chociażby w filmie. Na naszych łamach o kulisach dubbingu opowiadali Michał PrzybyłJarosław Boberek, osoby, które w dziedzinie realizacji udźwiękowienia i podkładaniu głosu nad Wisłą mogą śmiało uchodzić za profesorów w swoim fachu. Ich wypowiedzi przypomniały mi się, kiedy doszła do mnie wiadomość, iż nowy Need for Speed: Payback będzie miał polską wersję językową. Głosu użyczą raper O.S.T.R., zawodniczka MMA Joanna Jędrzejczyk oraz Piotr Stramowski.

polski dubbing
Obsada dubbingu Need for Speed: Payback

Dubbing na siłę?

Mówiąc wprost, nie ma co się oszukiwać, że wyścigówki to ten gatunek, w którym dubbing odgrywa najważniejszą rolę, ale… Powiecie, że się czepiam, bo Jędrzejczyk jest teraz na topie, Stramowski znowu gra w filmie (Botoks P. Vegi), a Ostry to jeden z najlepszych raperów nad Wisłą. Nie kwestionuję tego, mam świadomość wartości tych nazwisk w ich profesjach. Zastanawiam się tylko, czy poradzą sobie z nowym zadaniem. Bo nie mówimy o gościnnym występie w filmie, gdzie występ sportowca, muzyka czy dziennikarza ma dać efekt  humorystyczny czy po prostu promocyjny. Film to jednak znacznie krótsze dzieło, więc nawet jak całość nie będzie dobrze brzmieć, to półtorej-dwie godziny da się wytrzymać.

Z grą jest nieco inaczej. Multimedialna rozrywka wiąże się z tym, iż konkretny tytuł przywiązuje nas do komputera czy konsoli na kilka, często nawet kilkanaście  czy kilkadziesiąt godzin. Przez cały ten czas obcujemy z bohaterami, którzy oddziałują na nas swoim wyglądem i głosem. Jeśli zatem dubbing jest słaby… często zmieniamy wersję językową. Z czego to wynika? Wielu aktorów przyznaje zgodnie – tak samo jak w słuchowisku radiowym, dubbing to sztuka tworzenia głosem danej postaci. To niezwykle trudne zadanie i nie każdy aktor posiada takie umiejętności, by mu sprostać. Często pomaga w tym szkoła teatralna czy filmowa. Niezbędny warsztat jest tutaj na wagę złota.

A tego często brakuje. Pamiętacie zapewne wspaniałe kreacje dubbingowe, jak chociażby Grzegorza Pawlaka (Scott Shelby z Heavy Rain), Agnieszki Kunikowskiej (Triss Merigold z Wiedźmina), Jacka Mikołajczaka (Bezimienny z Gothica), Piotra Fronczewskiego (doskonale znacie role Mistrza) czy wspomnianego Jarosława Boberka (Nathan Drake z Uncharted). To chwalebne przykłady profesjonalistów, którzy są prawdziwymi artystami w swoim fachu. Efekty ich pracy zawsze są na wysokim poziomie.

Nie zawsze jest różowo

Wszyscy doskonale pamiętamy strasznie drewniane dubbingi, które niekoniecznie się sprawdzały. Wystarczy przypomnieć chociażby pierwszy Mass Effect, gdzie w męskiej wersji Sheparda słyszeliśmy Marcina Dorocińskiego, a żeńskiej Magdalenę Różczkę. Oboje są dobrymi aktorami, jednak ich obsadzenie w roli wybawców galaktyki niekoniecznie było trafionym posunięciem. Dowodzi to tylko jednej rzeczy – praca głosem to ciężki kawałek chleba i nie każdy to czuje. Ale zły dubbing odbiorca wyczuje momentalnie. Dlatego kolejne próby angażowania znanych postaci do podkładania głosów niekoniecznie przypadają mi do gustu. Bo ryzyko, że okaże się to niepowodzeniem, jest całkiem spore.

Oczywiście wielu z Was może powiedzieć, że po co w ogóle dubbing itd. Ale skoro gry mają trafiać do jak najszerszego grona, to rodzime wersje językowe są niezwykle pożądane. A rodzime udźwiękowienie wielokrotnie bardziej zachęca niż napisy (tak, głupio to brzmi, ale… nie trzeba czytać, co niekiedy nieco ingeruje w immersję).  Nie chcę być piewcą dawnych dni i znowu pisać, że BalduryIcewindale’e to było wielkie dzieło, bo wszyscy wiemy, że tak było. Doskonali aktorzy teatralni i filmowi, którzy od dawna udzielali się również w Teatrze Polskiego Radia stworzyli wiekopomne role. Wielu z nich przecież nie gustowało w klimatach fantasy, a jednak swoim talentem i warsztatem stworzyli niezapomniane rzeczy.

Wydawcy, hello!

Wspomniane produkcje to chyba dobra wskazówka, żeby wydawcy chętniej sięgali po aktorów teatralnych niż po znane twarze, które często mają ogromne braki warsztatowe (bo w sumie skąd bokser czy piłkarz może mieć talent aktorski?). I powiem szczerze, że widzę światełko w tunelu. Jest nim projekt Storytel, gdzie macie do dyspozycji ogromną ilość audiobooków czytanych przez różnych aktorów. Jest to coraz bardziej popularne, więc może uda się z czasem wyedukować spore grono odbiorców.

W ten sposób aktorstwo głosowe może zostanie w końcu docenione, jak ma to miejsce w innych krajach. No i odbije się to na grach wideo, do których wydawcy będą angażowali profesjonalnych aktorów. Po to, żeby aktor stworzył tą postać, dał jej charakter, który gracze będą wspominać i wielokrotnie wracać do tej produkcji. Bo czasami można, niestety, odnieść wrażenie, że wydawca ma świadomość, jak słaby jest jego produkt i znanymi twarzami w dubbingu stara się robić dobrą minę do złej gry. A to tylko pogarsza efekt końcowy. Bo dobra gra obroni się sama, ale porywający dubbing może pomóc jej stać się naprawdę niezapominanym doświadczeniem w życiu gracza.

Więcej w Felieton
rozenek geralt
Jacek Rozenek – Geralt idealny

Dziś 48. urodziny świętuje Jacek Rozenek, znany polskim graczom przede wszystkim z roli Geralta z Rivii. Z tej okazji postanowiliśmy zadać...

Zamknij