Recenzja

Czy uda Ci się odkryć tajemnicę statku Lemuria?

lemuria

Lemuria: Lost in Space to kosmiczna opowieść o zaginionym statku kosmicznym i tajemniczych wydarzeniach, które miały miejsce na jego pokładzie. Czy twórcom gry udało się zadbac o odpowiedni nastrój rozgrywki? Moim zdaniem, nie do końca.

W grze autorstwa studia EJR Games wcielamy się w rolę członka załogi statku „Śmiały”. Jednostka wyruszyła w misję odnalezienia zaginionego 78 lat wcześniej okrętu transportowego „ONS Lemuria 7”. Przemierzając kosmos, w okolicy Jowisza napotykamy poszukiwany statek. Sensory nie wykrywają żadnych form życia, jednak by nie narażać załogi na niebezpieczeństwa, na pokład odnalezionego statku zostaje wysłana jednostka POV – bezzałogowy, zdalnie sterowany robot. To nim będziemy musieli kierować, aby dowiedzieć się, co się stało na pokładzie „ONS Lemuria 7”.

Podczas rozgrywki będziemy musieli odwiedzić różne zakamarki okrętu, zbierać przedmioty potrzebne do odblokowania zamkniętych pomieszczeń, włamywać się do komputerów oraz walczyć ze znajdującymi się na pokładzie przeciwnikami. Brzmi ciekawie, prawda? Trzeba przyznać, że gra całkiem dobrze oddaje klimat kosmicznej przygody. Jednak przez kilka niefortunnie dobranych elementów, pieczołowicie budowany nastrój potrafi w jednej chwili pęknąć niczym mydlana bańka.

Lemuria screen z gry
Pod względem wizualnym Lemuria to produkt pierwszej klasy

LEMuria

Już na samym początku gry wyjaśnia się, skąd Lemuria wzięła swoją nazwę. Komputer pokładowy jednostki to sprzęt klasy LEM, a chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać co to oznacza. Osobiście bardzo spodobał mi się pomysł nazwania statku nazwiskiem Stanisława Lema – niewątpliwie jest to jeden z plusów tej produkcji. Przy okazji warto nadmienić, że powstał już sztuczny satelita o podobnej nazwie: BRITE-L „Lem”. Wchodzi on w skład międzynarodowego zespołu satelitów astronomicznych, służących do obserwacji najjaśniejszych gwiazd w naszej galaktyce.

Pomysłodawcą projektu jest polski astronom Sławomir Ruciński, wykładowca na Uniwersytecie w Toronto. Starsi gracze, którzy za młodu czytali „Młodego Technika”, na pewno skojarzą go z popularnym działem czasopisma – „Głowa do góry”, który prowadził przez dwadzieścia lat. Oprócz „Lema” na orbicie znajduje się jeszcze pięć podobnych satelitów, jeden polski – Heweliusz, dwa austriackie oraz dwa kanadyjskie. Chętnych do zgłębienia wiedzy na temat misji BRITE odsyłam na stronę pierwszego polskiego satelity naukowego, natomiast my wracamy już na pokład „ONS Lemuria 7”.

Lemuria BRITE Lem
BRITE-L „Lem” w całej swej okazałosci

Za dużo pomysłów na raz

W opisie gry umieszczonym przez twórców w serwisie Steam czytamy: Lemuria: Lost in Space to unikatowa przygoda, pełna niespodzianek, zagadek i szokujących odkryć. To kombinacja gier przygodowych typu point ‚n click, RPG i survivalu. Przy takiej liczbie gatunków naprawdę trudno wszystkie elementy dokładnie dopracować, dlatego nie mogę zgodzić się z tym w stu procentach.

Zacznę od końca, by przy survivalu opisać również mechanikę gry. Sterowany przez nas robot to jednostka służąca do zadań rozpoznawczych. Jednak bardzo łatwo ulega on awarii. Za wytrzymałość odpowiadają bowiem cztery mechaniki: życie, poziom chłodzenia, pojemność baterii oraz wskaźnik radiacji. Życie (albo status, ponieważ sterujemy robotem) możemy stracić w wyniku walk, a poziom radiacji wzrasta gdy zbyt długo przebywamy w skażonych promieniowaniem pomieszczeniach. Z tego powodu trzeba poruszać się szybko, pamiętając o ilości posiadanych przez nas „apteczek”. Podobnie jest ze statusem/życiem – nie możemy ociągać się podczas starć, bo zostaniemy zniszczeni.

Lemuria przeciwnicy
Klik, klik, klik…

Niestety, walki w Lemurii są elementem tak uproszczonym i nudnym, że stanowią jedynie przerywnik przy eksploracji statku. Rozgrywka polega bowiem na szybkim klikaniu w przeciwnika, tak by zniszczyć go za pomocą naszej broni. Na to mamy jakiś wpływ, czego nie można powiedzieć o chłodzeniu oraz baterii. Te bowiem wyczerpują się samoczynnie z biegiem czasu.

Przyznaje, że przez ten element, grę udało mi się przejść jedynie na najniższym poziomie trudności. Na poziomie normalnym (nie wspominając już o najwyższym) nasze wskaźniki spadają tak szybko, że ciężko wczuć się w klimat, bo musimy szybko biec do przodu w poszukiwaniu „apteczek”. Tak sztuczne napędzanie gry całkowicie do niej zniechęca.

Strony: 1 2 3

Więcej w Recenzja
bulletstorm
Naprawdę zakręcona strzelanka – Bulletstorm

Kolorowy i wyjątkowy. Polski. Pełen emocji i przemocy. Ociekający specyficznym humorem. Właśnie taki jest Bulletstorm, zakręcona strzelanka od People Can Fly....

Zamknij