Historia Polskich Gier

Historia Polskich Gier #40 – Call of Juarez

Złoto dla zuchwałych, Indianie, kowboje i piękne kobiety – tak w skrócie można opisać serię Call of Juarez, która stała się pierwszą hitową marką firmy Techland. Panie i panowie, zapraszamy na wycieczkę po Dzikim Zachodzie!

Obecnie Techland to liczący się gracz w światowym gamedevie, jednak próby przebicia się za granicą trwały dość długo. Początki firmy sięgają 1991 roku, jednak próby przebicia się za granicą nastąpiły znacznie później. W 2000 roku próbowano z Crime cities (o tych staraniach możecie przeczytać tutaj), przedstawiciele Techlandu serwowali nam także żużlowe mangery.

Na podbój świata

Na świecie zrobiło się jednak głośno o wrocławskiej firmie za sprawą silnika Chrome i gry o tym samym tytule (więcej informacji znajdziecie tutaj), a także za sprawą super wyścigów Xpand Rally. Jednak prawdziwym strzałem w dziesiątkę okazał się tytuł FPS utrzymany w konwencji spaghetti westernu, który wręcz idealnie oddawał klimaty Dzikiego Zachodu i bezkompromisowych rewolwerowców. Wydany w 2006 roku  Call of Juarez  od razu podbił serca graczy w Polsce i USA. Niespełna rok później tytuł trafił na konsolę Xbox 360 (pierwsza polska gra na tej konsoli!), co również przyczyniło się do jego popularności. W grze zwracano uwagę przede wszystkim na dwie rzeczy: wartką fabułę i świetne elementy strzelania. W techlandowej produkcji wcielamy się w Billy’ego Candle’a, chłopaka niesłusznie posądzonego o zamordowanie swojej matki i ojczyma; możemy grać również Rayem, niegdysiejszym rewolwerowcem, obecnie ortodoksyjnym pastorem ścigającym… Billy’ego. W tym wszystkim pojawia się jeszcze legendarny skarb Juarez

Za sprawą pastora możemy rozegrać sekwencje strzelane, które są prawdziwą perłą tej gry, natomiast Billy daje nam możliwość zabawy w trybie skradanki. Ten był dość często krytykowany za liczne niedopracowania, ale stanowi dobrą przeciwwagę dla nie szczędzącego kul Raya.

Więzy krwi

Dobre przyjęcie produkcji pozwoliło na spokojne prace nad kontynuacją. I tak w 2009 roku swoją premierę miało Call of Juarez: Więzy krwi,  które okazało się jedna z pierwszych polskich produkcji na Playstation 3. Ponownie mieliśmy do czynienia z dwójką bohaterów, tym razem byli to bracia McCall, czyli znany z poprzedniej części Ray oraz Thomas. Ten pierwszy preferował pojedynki i strzały rewolwerami, natomiast Thomas lepiej czuł się w atakach z dystansu za pomocą swojej strzelby. To rozróżnienie w specyfice bohaterów w znaczący sposób wpłynęło na różnorodność zabawy, ponownie osadzonej w dobrej fabule. To właśnie opowieść, oprócz mechaniki, stała się jedną z wizytówek techlandowej serii.

Dwa lata później, w lipcu 2011 roku ukazała się kolejna część serii, która jednak mocno odeszła od znanej konwencji – Call of Juarez: the Cartel. Przeniesienie akcji we współczesne czasy, wprowadzenie motywu wojny z kartelem narkotykowym – te elementy nie spotkały się z zachwytem graczy. Wydaje się jednak, że chodzi tutaj o zbyt dużą odmienność w stosunku do serii. W oderwaniu od marki, gra sprawia bardzo przyzwoite wrażenie.

Era Gunslingera

W końcu jednak fani doczekali się powrotu do westernowej konwencji. Nieco bardziej arcade’owy Call of Juarez: Gunslinger spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, zwłaszcza z powodu ciekawej fabuły i zabiegów narracyjnych, które ubarwiały rozgrywkę. Za scenariusz odpowiedzialny był m.in. Rafał W. Orkan, o którego twórczych działaniach jeszcze w Historii Polskich Gier przeczytacie. Szkoda, że Techland do westernowych realiów już nie powrócił, ale… w game devie nigdy nie mów nigdy. A graczom pozostaje rozkoszowaniem się sagą rodu McCallów.

 

Materiał przygotowała ekipa Masz 3 Życia.

 

Więcej w Historia Polskich Gier
metropolis software
Historia Polskich Gier #39 – Metropolis: dalsze dzieje

Przełom tysiącleci to był trudny czas dla Metropolis Software. Z szumnych planów stworzenia Wiedźmina nic nie wyszło, a sama firma...

Zamknij