Recenzja

Enigmatis 3: Cień Karkhali – recenzja

Szczyt Karakorum to miejsce, w które udamy się w pogoni za demonicznym Pastorem, aby ostatecznie zakończyć prowadzone przez nas śledztwo. Czy uda nam się go pokonać? Tego wszystkiego dowiecie się w ostatniej części cyklu Enigmatis: Cień Karkhali.

Nie ukrywam, że spośród wszystkich gier od Artifex Mundi, serię Enigmatis lubię najbardziej. Moją pierwszą grą krakowskiego studia były Duchy Maple Creek – tak przyjemne zarówno fabularnie, jak i wizualnie, że rozpoczęły moją przygodę z przygodówkami typu HOPA. Dla przypomnienia – HOPA to skrót od Hidden Object Puzzle Adventure. Jest to kategoria casualowych gier przygodowych z pokaźną liczbą łamigłówek, polegających na szukaniu przedmiotów ukrytych pośród sterty bliżej nieokreślonych śmieci.

Interaktywny film przygodowy

Cień Karkhali to ostatnia część serii Enigmatis, w której przyjdzie nam stawić czoła Pastorowi, ostatniemu ze Żniwiarzy – kultystów Asmodeusza. W tym celu udamy się w Himalaje, na szczyt Karakorum. Położony tam klasztor Karkhala skrywa tajemnicę, której rozwikłanie zaważy na losach całego świata. 

Artifex Mundi jak zawsze dostarcza Nam uczty wizualnej, tutaj w postaci znakomitego witrażu
Artifex Mundi jak zawsze dostarcza Nam uczty wizualnej

Nie chcąc spoilować, napiszę tylko, że historia – zaczynając od Duchów Maple Creek, przez Mgły Ravenwood, aż po ostatnią część – jest spójna i intrygująca. W sam raz nadaje się na thriller przygodowy, bo w zasadzie gra przypomina trochę oglądanie filmu, w którym łamigłówki są często przerywane krótkimi animacjami prowadzącymi do interesujących zwrotów akcji. Choć koniec opowieści jest przewidywalny, to zdarzają się również momenty, w których sam gracz też może zastanowić się co się właściwie dzieje.

Dobrze pomaga mu w tym „Wnioskowanie” – możliwość łączenia dowodów tak, aby móc posunąć fabułę naprzód. Napisałem „możliwość”, ale gra sama podpowiada, w którym momencie należy to zrobić, trochę psując przyjemność z samodzielnego rozwiązania zagadki. Jedynie podczas gry na najwyższym poziomie trudności ułatwienia są niedostępne i dopiero wtedy możemy mówić o prawdziwej grze przygodowej, a nie o interaktywnym filmie. Myślę jednak, że tego też oczekuje się od casualowej gry – by nie była zbyt trudna, a opowiadała piękną historię.

HOPA, ale z umiarem

A jeśli nie klasyczne zagadki, to co? No oczywiście: minigry i szukanie ukrytych obiektów. Muszę przyznać, że mam pod tym względem nieco mieszane uczucia. Mniej było gier logicznych, a więcej tych nastawionych na dopasowywanie obiektów, więc pod tym względem jestem nieco rozczarowany. Elementów hidden object było natomiast bardzo mało, co akurat uważam za plus, bo nie przepadam za tego typu rozrywką. Wśród obiektów warto zwrócić uwagę na pewne urozmaicenie: niektóre z nich są oznaczone kolorem pomarańczowym. Aby je odnaleźć, musimy wpierw połączyć ze sobą inne elementy.

Cień Karkhali - screen
Gdzie może chować się mroczny pomiot?

Dzięki wbudowanej mapie, umożliwiającej szybkie poruszanie się (o czym nagminnie zapominałem), możemy bez straty czasu przemieszczać się pomiędzy punktami kontrolnymi. Warto wspomnieć, że odwiedzimy tylko te lokacje lub obszary, w których musimy coś zrobić. Podobnie jest też z ekwipunkiem znajdą się w nim tylko przedmioty niezbędne do ukończenia gry. Nigdy nie zapomnę Jacka Orlando i tych stosów śmieci w kieszeni bohatera. I znajdź wtedy te potrzebne. 

Wszystko ma swoje wady, zalety

Wszystkie te elementy rozgrywki sprawiają, że grę można ukończyć w ciągu czterech godzin. Pozostawia to pewien niedosyt, ponieważ fabuła jest naprawdę ciekawa i ja na przykład chciałbym znaleźć więcej elementów tzw. flavoru: móc przeglądać rozmaite księgi, które co prawda nie posuwałyby do przodu historii, ale dawały więcej wiedzy o kulcie Asmodeusza czy Żniwiarzach. Jeśli jednak zakupimy edycję kolekcjonerską, to po ukończeniu gry odblokujemy dodatkową miniprzygodę o podtytule Krew na Śniegu. Poznamy w niej losy pewnych postaci, z którymi w podstawowej części gry mieliśmy jedynie szczątkowy kontakt. Jest to miły gest ze strony twórców. 

Oczywiście krótki gameplay ma też swoje plusy. Gdyby gra miała dziesięć lub więcej godzin, mogłaby się po prostu dłużyć i nie sprawiać przyjemności graczom, którzy włączyli ją, by zabić czas.  A jeśli komuś marzy się kolejna tego typu przygoda, to w portfolio krakowskiego studia jest tyle gier przygodowych, że długo szukać nie będzie. Jak wiecie, Artifex Mundi tworzy gry również na rynek mobilny. Można powiedzieć, że długi czas rozgrywki byłby po prostu niezdrowy dla wzroku (ah te małe ekrany), biorąc pod uwagę to, jak wciągająca jest ta gra.

Podsumowując, Enigmatis 3: Cień Karkhali jest pozycją obowiązkową dla tych, którzy grali w poprzednie części serii. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to uwierzcie mi – warto. A jeśli nie chcecie lub nie macie czasu na poprzednie: Duchy Maple Creek oraz Mgły Ravenwood, to na początku gry zostaniecie szybko wprowadzeni w aktualną sytuację.  Nawet jeśli tak jak ja nie przepadacie za elementami hidden object, to mimo wszystko powinniście zgrać. Dla przepięknych, malowniczych krajobrazów oraz intrygującej fabuły. Dla tego ostatniego w końcu gramy w gry przygodowe, prawda?

Info

Tytuł: Enigmatis 3: Cień Karkhali

Producent: Artifex Mundi

Wydawca: Artifex Mundi

Rok premiery: 2016

Platformy: PC, IOS, Android

Strona gry: oficjalna strona gry

 

Więcej w Recenzja
agent walker
Agent Walker: Tajemnicza Przygoda – recenzja

Tym razem coś dla fanów przygodówek mobilnych. Czy jesteś wystarczająco wytrwały, by przebić się przez wszystkie wyzwania, dotrzeć do końca...

Zamknij