Recenzja

Naprawdę zakręcona strzelanka – Bulletstorm

bulletstorm

Kolorowy i wyjątkowy. Polski. Pełen emocji i przemocy. Ociekający specyficznym humorem. Właśnie taki jest Bulletstorm, zakręcona strzelanka od People Can Fly.

Bulletstorm to prawdziwa perła polskiego game devu. W produkcji warszawskiego studia, stworzonej pod okiem Adriana Chmielarza, wcielamy się w rolę kosmicznego pirata, którego wszyscy towarzysze zginęli. Dead Echo, bo tak się nazywała ta formacja, to oddział płatnych zabójców, którzy nieświadomie zabijali niewinnych. Kiedy uświadomili sobie zaskakującą prawdę, podnieśli bunt, co sprowadziło na większość z nich śmierć. Dlatego też ich dowódca pragnie zemścić się na byłym pracodawcy, okłamującym go w sprawie zleconych zadań. Po tym jak ocaliliśmy jedynego przyjaciela, musimy doprowadzić go do punktu ewakuacji. W tym celu przebijamy się przez rzesze wrogów, którzy chcą nas zabić.

W zasadzie nasz przyjaciel Itchi także ciągle grozi nam śmiercią. To samo dotyczy naszej towarzyszki o imieniu Trishi. Co więcej, Greyson Hunt – protagonista – sam chciałby zginąć. Więc biegniemy w stronę przeciwników; może któryś osiągnie swój cel. Tym, co jednym przypadnie do gustu, a innych zniechęci, jest wulgarność i brutalność gry. Żołnierze niewybrednie żartują ze wszystkiego. Nie mają żadnych zahamowań, są bezpośredni i bezkompromisowi, a przy tym niezwykle sugestywni. Trzeba przyznać, że fabuła nie jest ani zbyt porywająca, ani szczególnie szokująca. Jednak nie o to w tej grze chodzi.

Gra jest niezwykle dynamiczna!
Oj, dzieje się, dzieje!

Coś innego?

Na pierwszy rzut oka Bulletstorm jest kolejną zwyczajną strzelanką. W rzeczywistości jednak to coś więcej niż FPS – grając bowiem, nie musimy celować do przeciwników! Zamiast tego możemy strzelać w stronę każdego elementu otoczenia. Zostajemy wrzuceni do świata, który z nami współpracuje. Możemy wykorzystać wszystko – zwykłą ścianę, krawędź mostu, przypadkową stertę gruzu czy śmietniki. Ponadto, im bardziej twórczy będziemy w obmyślaniu sposobów zabijania, tym więcej punktów otrzymamy. Za nie natomiast możemy kupować śmiercionośne bronie. Najmniej premiowane są właśnie zwyczajne strzały w przeciwników.

Strzel do budki z hot-dogami!

Bulletstorm przenosi do świata gry, gdzie oceniani jesteśmy za to, jak postrzegamy i reagujemy na otoczenie –  system dodatkowo punktuje współpracę z przestrzenią. Pomimo krótkiego czasu gry, People Can Fly zapewniło graczom dużą różnorodność, zarówno wrogów, jak i plansz, po których się przemieszczamy. Zmienność poziomów gry zmusza do ciągłego wymyślania nowych strategii, bo po walce w barze, z powolnym rywalem, strzelającym z armaty, trafiamy na dach pełen szybkich i zwinnych przeciwników. Nie mamy za to zbyt wielkiego arsenału. Należy jednak przyznać, że każda z broni, które mogą trafić w nasze ręce, daje nam kilkadziesiąt nowych metod eliminacji.

Przeważająca większość poziomów to duże przestrzenie, pozwalające na bieganie, skakanie, chowanie się i kopanie! Niestety, wachlarz ruchów jest niewielki. W zasadzie nie możemy nawet podskoczyć poza wyznaczonym miejscem. Pytanie tylko, czy jest to do czegoś potrzebne? Przeciwieństwem skomplikowanego systemu premiowania jest prosty w obsłudze system kupowania i ulepszania broni. Nie trzeba spędzać przy nim wiele czasu – wystarczy szybko się podłączyć, poświęcić kilkadziesiąt sekund, po czym wrócić do żywej rozgrywki.

Bulletstorm to również niesamowita grafika
W produkcji People Can Fly nie ma chwili wytchnienia

Po co komu karabin?

Po włączeniu gry (wersja na PS3), od razu widać, że schemat sterowania jest nieco odmienny, niż w innych produkcjach FPS. Jest wygodny, dzięki czemu pomimo rosnącego poziomu trudności nie budzi w nas frustracji i gniewu. Sprawia także, że pokonywanie wyzwań, którymi zarzuca nas gra, staje się przyjemnością. Ma to duże znaczenie, ponieważ są one dodatkowo premiowane. A w Bulletstormie chodzi właśnie o to, aby zdobyć jak najwięcej punktów. To za nie kupujemy broń i amunicję. Im bardziej jesteś pomysłowy, tym bardziej jesteś śmiercionośny. Co ciekawe, większość poziomów możemy przejść bez celowania do przeciwników, a niektóre nawet bez użycia choćby jednego pocisku.

„Widziałam już tutaj takie dziwactwa, że by ci rów spurpurowiał”

Dodatkowym plusem Bulletstorma jest świetna grafika. Kolorowa, wyraźnie komiksowa, a jednak mroczna i przygnębiająca. Oddaje klimat świata, w którym się znajdujemy. Możemy zapomnieć o rzeczywistości, spędzając długie godziny na zaliczaniu kolejnych skillshotów. Możesz wkopać przeciwników w ścianę (robiąc z nich graffiti) lub w kaktusy (zapewniając im akupunkturę), czy też zwyczajnie wysłać ich poleconym z krawędzi dachu – ta gra daje naprawdę wiele możliwości. Największą zaletą produkcji od People Can Fly jest zmienność i dowolność zabawy, pomimo liniowego charakteru rozgrywki.

Podsumowując, w Bulletstormie przeżyjemy bardzo żywą i soczystą przygodę. Zabijemy w niepowtarzalny sposób wielu wrogów, wcielimy się w postać kosmicznego pirata, a to wszystko urozmaicą żarty bohaterów. Zagrać możemy na Xboxie 360, PS3 oraz PC. Całkiem  niedawno People Can Fly zapowiedziało premierę zremasterowanej wersji gry, z dodatkową zawartością – w tym nową, alternatywną ścieżką fabularną. Pierwsza wersja gry została wydana przez Electronic Arts, a odnowioną Bulletstorm Full Clip Edition wydało Gearbox Publishing. Więcej informacji tutaj.

Więcej w Recenzja
teenagent-screen
Teenagent oczami współczesnego gracza

Jak klasyk pokroju Teenagent z 1994 roku trzyma się współcześnie? Czy kultowe pozycje rodzimego gamedevu mogą przynosić jeszcze sporo frajdy?...

Zamknij