Felieton

10 lat Wiedźmina, czyli jak wspominamy pierwszą grę

Dziś mija dokładnie dekada od premiery pierwszej części wirtualnych przygód Geralta z Rivii. W redakcyjnym gronie postanowiliśmy nieco powspominać i podzielić się z Wami naszymi wrażeniami z wyzimskich przygód Białego Wilka. A jest o czym pisać!

#1 Adam: Dubbing, Habakuk i strzyga

Na pierwszego Wiedźmina czekałem długo. Tak naprawdę odkąd tylko przeczytałem całą sagę Andrzeja Sapkowskiego, to od razu chciałem w coś takiego zagrać. Po latach w końcu się udało i do dziś to jedna z moich ulubionych gier. Świetna fabuła, udane nawiązania do literackich przygód Geralta… To duże atuty. No i niepowtarzalny klimat. Co prawda da się znaleźć sporo nieścisłości w historii, ale gra podobała mi się na tyle, że często do niej wracam. W 2007 roku był to bezsprzecznie jeden z najlepszych crgpów, w jakie grałem.

Z jakiegoś powodu w głowie utkwił mi też kapitalny kawałek… nie, nie chodzi o Sword of the Witcher Vadera (choć też miodny), ale o Hallowed Be The Name Habakuka z płyty Wiedźmin. Muzyka inspirowana grą. No i Jacek Rozenek jako Geralt, Jarosław Boberek jako Magister… Mam też sentyment do Wiedźmina z jeszcze jednego powodu. Pracowały przy nim prawdziwe tuzy rodzimego game devu. Po latach warto sobie zobaczyć creditsy, naprawdę to imponujące, ile świetnych ludzi stworzyło ten tytuł.

#2 Magda J.: Graj, muzyko…

Pierwszy Wiedźmin jest moją ulubioną odsłoną przygód Białego Wilka. Pamiętam tłum biegnący do sklepu, by tylko kupić egzemplarz dla siebie… Historia Geralta z Rivii spowodowała, że wsiąknęłam na dłuuugie godziny, ale zdarzały się jednak momenty, gdy chciałam naprawdę wyrzucić komputer przez okno (Bestio, nienawidzę Cię!). Jako fanka walki na dystans (system walki w ogóle bardzo mi pasował), zrobiłam z mojego wiedźmina istnego miotacza ogniem. Nawet sobie nie wyobrażacie, jaką sprawiało mi frajdę pokonywanie przeciwników jednym Igni. Generalnie znajomi pukali się w czoło, dziwiąc się, że można w ogóle tak grać… A ja dalej inwestowałam w natężenie Znaków czy regenerację Energii. No cóż, każdy wybiera sobie inny sposób na przejście gry.

#3 Magda Sz.: Najlepsza część Wiedźmina lub o Gothicu słów kilka

Może to was zdziwić, ale w ogóle nie czekałam na tę grę. Dlaczego? Bo o istnieniu Wiedźmina dowiedziałam się dopiero w połowie studiów, czyli dobre pięć lat po premierze. Wtedy to sięgnęłam po pierwsze tomy opowiadań. W tym samym czasie zakupiłam pierwszą część gry. Do rozgrywki podeszłam zatem nie ukończywszy uprzednio całej książkowej sagi. Odpadłam z chwilą, gdy przeszłam z cudnych, zwięzłych opowiadań do nudnych politycznych rozmów. Czytało się to ciężko (trzy lata!). Miało to jednak jakąś korzyść – idealnie wczułam się w amnezję Geralta.

Gra była „surowa”, „kwadratowa” i mroczna, z dziwacznym systemem walki (który od razu pokochałam), świetnie napisanymi dialogami i polskim dubbingiem. Brzmi znajomo? Pisząc o Wiedźminie od razu zrozumiałam bardziej swoją miłość do Gothica. Klimat growych przygód Białego Wilka był niepowtarzalny i dobrze odzwierciedlał (jak się potem okazało) uroki całej książkowej sagi. Dlatego uważam (mniej lub bardziej nostalgicznie), że była to najlepsza część Goth… Wiedźmina!

Wiedźmin na tle Starego Obozu

#4 Piotrek: O Bestii, co Geralta nie chciała

Pamiętam, że wymagania do pierwszego Wiedźmina były na tyle wysokie, że aby gra się uruchomiła, należało wyłączyć wszystkie możliwe procesy na komputerze, z interfejsem Windowsa włącznie. Ale i tak grać się nie dało. Parę lat później, gdy miałem już lepszy sprzęt, mogłem ponownie spotkać Geralta z Rivii i zagłębić się w ten świat. Co prawda, gra wciąż nie chodziła płynnie, ale to nie miało znaczenia. Liczyło się to, że mogę grać. Jak się później okazało, nie trwało to zbyt długo.

Z bólem serca musiałem przyznać, że boss pierwszego aktu okazał się dla mnie za silny. Tak wiem, nawet teraz brzmi to, jakbym był totalnym noobem. Ale Bestia przy ataku dosłownie ścinała mi kompa, podpalony nie mogłem się nawet ruszyć, co szybko wykorzystywały barghesty, wysyłając wiedźmina na tamten świat. W którymś z poradników wyczytałem, że w walce przydaje się Zamieć. Muszę przyznać, że nazwa adekwatna do efektu. Po wypiciu eliksiru tak rozmazywał mi się ekran, że nie dało się nawet dostrzec przeciwnika, nie mówiąc już o pokonaniu go. Także zmuszony byłem odstawić Wiedźmina po raz drugi. Trzecie podejście miałem dosłownie parę lat temu. Wiedźmin się zestarzał, tak jak jego wymagania. Zabiłem Bestię przy pierwszym podejściu i mogłem (w końcu!!!) przejść dalej. I jedno tylko powiem: było warto!

#5 Hawek: Późna przygoda z Wiedźminem pierwszym

Pierwszy Wiedźmin przeszedł mi jakoś koło nosa w dniu swojej premiery. W 2007 roku nie śledziłem zbytnio polskiej sceny growej, a raczej zajmowałem się ciężkim grindem w Guild Wars. Inna sprawa, że nie czytałem też sagi (do dziś nadrabiam to niedopatrzenie). Do tytułu wróciłem jednak w ostatnich latach przy okazji przygotowywania gameplay’u do Historii Polskich Gier. Odpaliłem i co? Nie mogę powiedzieć, że się zakochałem. Początkowo archaiczna już dziś grafika i zdecydowanie zbyt drewniana mechanika mnie zniechęciły, ale po krótkim przyzwyczajeniu się grało się bardzo przyjemnie. A do tego historia była całkiem ciekawa, a świat wciągający. Mimo że koniec końców całej fabuły nie przeszedłem (ehh… brak czasu…) to dziś mam dobre wspomnienia związane z tą grą. A porównanie Magdy (Wiedźmina pierwszego do Gothica) uważam za potwarz!

#6 Miłosz: Później mówiono, że człowiek ten nie czytał lektur…

Najwyraźniej nie tylko ja z Wiedźminem spotkałem się w dość niesprzyjających okolicznościach: mój komputer tuż po premierze gry również nie był w stanie sprostać wymaganiom sprzętowym tytułu, przez co moja pierwsza przygoda z Geraltem zakończyła się efektownym pokazem slajdów triumfującej nade mną przerazy. Za to kilka lat później solidnie obiłem jej odwłok, czym kilkakrotnie pomściłem swoją wcześniejszą hańbę. Tym razem z liczbą klatek liczonych w dziesiątkach na sekundę, wsiąkłem w świat stworzony przez CD Projekt RED i Andrzeja Sapkowskiego na dobre.

Nawet dość oryginalne podejście do sterowania i nieco omszała grafika nie powstrzymały mnie od wielu godzin spędzonych przed monitorem, który opowiadał mi historię wcale nie gorszą od tego, co w młodzieńczych latach zaserwowała mi cała wiedźmińska saga (może poza oklepanym wstępem z amnezją – CDP RED, serio?). Przekrój gry oferował właściwie wszystko, od niepokojącej atmosfery pierwszego rozdziału po sielski nastrój panujący we wsi Odmęty (chociaż i ona miała swoje mroczne tajemnice). Pierwsza część Wiedźmina była i jest taka, jaką sobie wymarzyliśmy – ciekawa, kolorowa, wzbudzająca złość, strach, smutek i radość, wymagająca i odprężająca, obca i zarazem swojska, ale przede wszystkim – nasza. Chyba żadna inna gra nie da mi do zrozumienia, jak cenny był czas poświęcony na czytanie lektur w szkole (mówię o tobie, Balladyno!).

7# Dawid: „Płazy. Salamandry to płazy”

Kiedy pierwszy Wiedźmin ujrzał światło dzienne, w roku 2007 byłem jeszcze geekowatym nastolatkiem. Na dodatek pochłoniętym przez pulpę high fantasy, którą wydawnictwo ISA masowo pompowało do nas z zachodu. Po Wiedźmina sięgnąłem raczej przypadkowo, bo ani nie znałem twórczości Sapkowskiego, ani nie miałem zbyt wiele wiary w polski gamedev. Jakież to było dla mnie zaskoczenie. Pod kątem technicznym gra może nie powalała, ale dzięki słowiańskiemu klimatowi, rozbudowanej fabule i świetnym dialogom potrafiła na długie godziny wciągnąć mnie do świata Białego Wilka. Szczególnie duże wrażenie zrobiły na mnie właśnie profesjonalnie zdubbingowane dialogi, które sprawiały, że postaci nabierały życia. W porównaniu do często sztampowego i sztucznie uładzonego zachodniego fantasy Wiedźmin był prawdziwym powiewem świeżości. Dlatego też dzisiaj, kiedy jestem geekowatym prawie 30-latkiem w pamięci nadal mam teksty Geralta, Zoltana czy Talara. A zwłaszcza rozmowę o tych nieszczęsnych Salamandrach.

Więcej w Felieton
polski dubbing Nergal Stramowski OSTR
Polski dubbing, czyli raper, fighterka i aktor w grze

Dubbing to jedna z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w branży gier. Nad Wisłą od lat wzbudza on wiele emocji, ma swoich...

Zamknij